sobota, 7 stycznia 2017

Rozdział 73.

Szczęśliwego Nowego Roku, kochani! 


*Nathalie*

-Też Cię kocham.-odpowiedział ze śmiechem.
A ja.. Zamrugałam kilkakrotnie. Co on powiedział, przepraszam bardzo?
Odwróciłam prędko twarz w stronę okna, aby nie wyjść na dziwną. W zamyśleniu przygryzlam warge.. Jak mam to skomentować? Jak mam zareagować?
-Coś nie tak?-zapytał, gdy dłuższą chwilę się nie odzywałam
-Nie, nie. Wszystko w porządku.-skłamałam.
Może po prostu się przejęzyczył... Po co kogo łapać za słówka.
-Jesteśmy u celu.-zaparkował, wyskoczył z auta i je okrążył, aby otworzyć mi drzwi.
Ujęłam Jego wyciągniętą dłoń.
-Dziękuję.-rzekłam.
Spojrzałam na piękną restauracje przed nami.
-Rany, piękna.. Z pewnością tak samo bogata w środku jak na zewnątrz.-dodałam zaskoczona
-Sama ocenisz.-pociągnął mnie w stronę wejścia.
Tuż za progiem stała kobieta, z którą się przywitaliśmy.
-Miałem zamówiony stolik na nazwisko `Malik`.-powiedział poważnie
-Oczywiście, wyczekiwaliśmy Pana.-powiedziała młoda kobieta lekko zarumieniona.. hej, czy on działa tak na wszystkie osoby płci żeńskiej?-Proszę za mną.
Trzymając mnie, Zayn prowadził nas tuż za pracownicą restauracji, schodami w górę. Tam wszystko wyglądało inaczej.. Przestrzeń była równie piękna jak na parterze, jednakże nie widziałam żadnych stolików. Pomieszczenie było urządzone... jak pokój. Była kanapa, tv. Dojrzałam także wejście na balkon, ale kobieta poprowadziła nas do stolika, który tylko dzięki Niej zauważyłam.
-Proszę bardzo.-uśmiechnęła się-Zaraz doniesiemy zamówienie.
Zayn odsunął przede mną krzesło, usiadłam, dziękując.
-A więc.. wszystko już jest zamówione?-zdziwiłam się
-Pozwoliłem sobie to zrobić wcześniej.. Jestem pewny, że wszystko Ci posmakuje.-uśmiechnął się
-Jestem zaskoczona.-uśmiechnęłam się
-Nie chciałem marnować czasu... Już wystarczająco go zmarnowaliśmy.-dodał smutno
-Jeszcze całe życie przed Nami.-pocieszyłam Go-Strasznie tu.. pięknie.
-Starałem się wybrać jak najlepiej.. Całe to pomieszczenie jest zarezerwowane dla Nas.
-Jestem zadowolona... Ale.. To wszystko musi strasznie dużo.. kosztować.-przełknęłam ślinę
-Nie należę do biednych. Pieniądze tu nie grają roli, Nathalie.-powiedział stanowczo, ale pokręciłam głową
-Nie mów tak.. Źle się czuję z tą myślą..
-Proszę, Natty... Proszę, przestań. Pozwól mi to zrobić dla Ciebie.. Chcę.-zmiękłam, gdy spojrzał mi w oczy.
Poza tym.. Pierwszy raz od dawna usłyszałam, jak mówi do mnie `Natty`. To strasznie.. wzruszające.
-Kocham, gdy mnie tak nazywasz.-powiedziałam przygryzając wargę-Obiecuję, że Ci się odwdzięczę.
-Uwierz, wystarczy, że tu jesteś.-dodał i złapał mnie za dłoń.
Siedział na przeciwko mnie, wpatrując się w moje oczy, gdy kelner przyniósł przystawki i nam przeszkodził.
-Smacznego!-powiedział, gdy nalał nam wina.
Zayn powtórzył Jego słowa, a ja podziękowałam
-Wznieśmy toast!-zarządził chłopak, a ja tylko się uśmiechnęłam
-Z jakiej okazji?-dopytywałam
-Za Nas. Za to, że tu jesteśmy. Razem.-zgodziłam się, więc stukając się lampkami z winem, wzięliśmy łyk.
-Wygląda tak pięknie, że nie jestem w stanie tego ruszyć.. Zburzę całą harmonię tego dania.-powiedziałam, spoglądając na jedzenie
-To danie jest po to, by je zjeść, kochana.-zaśmiał się
-No wiem.. Ale nigdy czegoś takiego nie jadłam.-przyznałam.
Przecież mnie samej na to nie stać.. pomyślałam.
-Jestem pewny, że Ci zasmakuje. Tylko spróbuj.
Też tak zrobiłam.. Odkroiłam kawałeczek pieczywa na moim talerzu i pomoczyłam w sosie, który był podany tuż obok. A potem... poczułam niebo. Niebo w gębie.

-Jak długo wiesz?-zapytałam, gdy zaczęłam jeść deser.
Na deser Zayn zamówił lody. Czekoladowe. Cały deser z owocami. Moje ulubione.
-Co wiem?-z zaintrygowaniem zajadał się smakołykiem
-Że ja to.. ja.-zarumieniłam się i skuliłam.
Zatrzymał łyżeczką w połowie drogi do ust, następnie odłożył ją z powrotem do pucharka.
-Już od samego początku zauważyłem w Tobie coś znajomego.. Lecz za żadne grzechy nie mogłem sobie przypomnieć co.-zaczął opowiadać, podłożył założone ręce na stole i wpatrywał się w moje oczy, które mnie zahipnotyzowały-Od kiedy.. Zderzyliśmy się na ulicy. Pamiętasz?-uśmiechnął się
-Oczywiście.. Niezdara ze mnie.-zmarszczyłam brwi i zachichotałam kręcąc głową
-To nie tylko Twoja wina, biegłem i Cię nie zauważyłem.-wytłumaczył
-Mnie także wydawało się, że mi kogoś przypominasz.. Lecz zorientowałam się dopiero, gdy byłam w waszym domu, przyszedłeś, a Niall mnie przedstawił.
-Pamiętam.-dodał-Wiedziałem, że to Ciebie potrąciłem, lecz nigdy nie spodziewałbym się, że jesteś tą Nathalie.. Z przeszłości.
-Starałam się Ciebie unikać.-przyznałam-Nie mogłam siebie do Ciebie dopuścić... Bo starałam się o Tobie zapomnieć.-spuściłam wzrok
-A ja.. Mnie coś do Ciebie przyciągało. Chciałem z Tobą przebywać i dziwiło mnie to, że mamy tyle wspólnego... Tak dobrze nam się rozmawiało. Dopiero, gdy wszystko sobie uporządkowałem... Już byłem pewny. Że wszystko co mówiłaś o osobie, przez którą wyjechałaś z rodzinnego miasta, przez którą cierpiałaś.. To ja.-powiedział i zobaczyłam w Jego oczach, że jest nieobecny..
Nieobecny duchem. Pogrążył się w myślach.
-Od jakiego czasu?
-Od pewnego czasu..-uśmiechnął się
-Zayn... chcę wiedzieć co mnie zdradziło..-powiedziałam z błagalnym wzrokiem
-Sama się zdradziłaś.-powiedział.
Posłałam mu niezrozumiałe spojrzenie.
`-Ale to przecież niemożliwe...`
-Pamiętasz ślub swojej siostry?-zapytał
-Doskonale! Tego nie można zapomnieć...-uśmiech pełen wspomnień wkradł się na moją twarz, lecz wnet sobie coś przypomniałam...
A uśmiech zastąpiony został zaskoczeniem, a nawet i.. strachem.
-Ale to przecież niemożliwe...-wydukałam.

*Retrospekcja*

-O co Ci chodzi? O co się martwisz?-powiedział już spokojniej
-O Ciebie..-powiedziałam nadal odwrócona do Niego tyłem
-Dlaczego Ci zależy?-dodał głośniej
-Zawsze mi zależało..-wyszeptałam
-Przecież nie jestem nikim ważnym.. Jako przyjaciel powinnaś mnie zrozumieć, wspierać, a nie wyżywać się na mnie!
-Nie wyżywam się!-powiedziałam tak, by usłyszał-I jesteś ważny..-ściszyłam głos
-To dlaczego Ci zależy!?-podniósł głos.
`Teraz albo nigdy..`-podpowiadało sumienie..
Czy serce mówiło tak samo? Mam mu powiedzieć? Może to ta odpowiednia chwila.. Nic nie dzieje się bez przyczyny, może mieliśmy iść na ten ślub razem, żeby wyznać sobie prawdę? Może to nie przypadek, że za mną poszedł? Może teraz właśnie powinnam mu powiedzieć...
[...]
Nic nie dzieję się bez przyczyny.. 
Tysiąc myśli przebiegało mi przez głowę na minutę, nie wiedziałam co robić.. Może on odpuścił? Byliśmy cicho kilka minut.. Nie odpowiedziałam mu. Może czekał na odpowiedź? Stałam do Niego tyłem, nie potrafiłam patrzeć mu w oczy.. Nie mogłam mówić patrząc w Jego miedziane tęczówki, które by mnie zahipnotyzowały.. Co powinnam robić..?
`Działać..`-podpowiada rozum, serce, sumienie, podświadomość i wszystko możliwe..
-Zależy mi.. Zależało zawsze... Ponieważ, Zayn ja.. Jestem TĄ Nathalie.. Twoją Natty.-powiedziałam odwrócona do Niego tyłem...
A może to nie serce, rozum, sumienie i podświadomość kazało mi powiedzieć prawdę? Może to alkohol przeze mnie przemawiał...
Odwróciłam się w jego stronę i.. padłam na kolana. Padłam na ziemię... Załamałam się. Przeczesałam nerwowo włosy.. Potem schroniłam głowę w rękach..
-Boże...-wyjąkałam..
Nie wiedziałam co począć.
Zayn spał.. Siedział na ławeczce, głowę miał położoną na stoliku w altance, a jego oczy były zamknięte.. To dlatego nic nie mówił - zasnął..

-Słyszałeś?-przełknęłam głośno ślinę
-Owszem.. Byłem na procentach, ale także byłem wystarczająco trzeźwy, żeby wszystko pamiętać... Byłem tylko.. zmęczony.-zmarszczył brwi
-Zayn... ja..
-Potwierdziłaś wszystkie moje przypuszczenia.. Zbyt dużo faktów się zgadzało.. Ja po prostu.. Potrzebowałem Twojego potwierdzenia, które mi dałaś.. Bałem się sam o to zapytać.. Bałem się Twojej reakcji.-powiedział przygryzając wargę
`-Jestem tchórzem.`
-Ale.. Przecież spałeś... Sama widziałam. Nie mogłeś...-nie dokończyłam zdania, znowu-Ale jak..
-Jestem tchórzem.-powiedział i to zdanie zwróciło na mnie ostateczną uwagę
-Nie mów tak, Zayn.. Nie jesteś. To ja powinnam była uświadomić Ci kim jestem od razu, gdy byliśmy sobie przedstawieni.. Ale uciekłam. Uciekam ciągle. To moje jedyne wyjście z każdej sytuacji.
-To moja wina. Swoje tchórzostwo pokazuję Ci już przez kilka lat.. I choć wiedziałem, że robię źle, nie zmieniłem swojego postępowania. Jestem takim idiotą.-schował głowę w dłoniach, lecz odgarnęłam mu Je i mocno uścisnęłam.
-Wiesz... Skoro oboje dochodzimy do takich wniosków, to znaczy, że jesteśmy siebie warci. I nie możemy znaleźć winy po żadnej stronie. Nikt nie mówił, że życie będzie łatwe. Jest takie na jakie sobie zapracujemy... Może nasze takie musiało być? Żeby teraz było dobrze? Przecież można ujrzeć w tym także dobra stronę.. Czy znaleźlibyśmy się kiedykolwiek w takiej sytuacji? Na randce...-zarumieniłam się-Gdyby wszystko potoczyłoby się inaczej? Nie możemy tego wiedzieć... Ale przecież mogło być gorzej.
-A jest cudownie.-na Jego twarzy zagościł uśmiech- Moglibyśmy nie wracać już dzisiaj do przeszłości? Chciałbym tworzyć nową historię.. Nie wywlekać ciągle starej.. Która jest..-wziął głęboki oddech-Bolesna. Cieszmy się chwilą.. Tym co mamy. Teraz. Bo jestem... na prawdę szczęśliwy.-zaśmiał się na głos, a Jego oczy zaświeciły.
Również czując narastającą wilgotność oczu, wstałam ze swojego miejsca i podeszłam na przeciw Niego, wciąż trzymając Jego dłonie. Usiadłam mu na kolanach i mocno przytuliłam. Pociągnął nosem, a ja zacisnęłam mocno oczy, nie pozwalając wypłynąć łzom. Gdy już się od siebie odsunęliśmy, położył dłoń na moim policzku i pogładził go. Nie potrzebowaliśmy słów.
Wystarczyły gesty.
Pocałowałam Go.

#2 Muzyka

Resztę wieczoru spędziliśmy strasznie miło. Oglądaliśmy film, przytulając się. Zayn pozwolił mi wybrać, a wybrałam na prawdę dobrze..
`Love, Rosie`.
Obaj się zaaklimatyzowaliśmy. Czułam się jak u siebie w domu.. a nie jakby tuż pode mną znajdowała się restauracja. Cały czas bawiłam się dłonią Zayn`a i myślałam... Czy może być jeszcze lepiej? Czy mój poziom szczęścia został już ograniczony?
Bo teraz to nawet do szczęścia mi gwiazdki z nieba nie brakuje.. Moja gwiazda leży tuż obok. Pieści mnie. I powtarza, że nie zamierza wypuścić mnie ze swych ramion.. A ja na prawdę chcę, żeby tak było.
Gdy film się skończył, Zayn zapytał, czy chcę już stąd wyjść. Podniosłam ramiona twierdząc, że nie wiem.. Więc z uśmiechem pomógł mi się ubrać.
-Kobiety..-wzdychał-Wiecznie niezdecydowane.
-Dobrze, że jest tu ktoś, kto podejmuje męskie decyzje.-przedrzeźniałam Go.
Nie pytałam gdzie jedziemy, byłam pewna, że i tak mi nie powie. Ale miałam nadzieję, że nie odwozi mnie jeszcze do domu.. Nie chciałam się z Nim żegnać.
Zaparkował na parkingu przy parku, potem wziął mnie za rękę i spacerowaliśmy.
Wspominaliśmy stare czasy, albo opowiadaliśmy historie, które jeszcze o sobie nie znaliśmy. W pewnym momencie Zayn przystanął i dotknął obu mych dłoni. Spojrzał na nasze splecione palce.
Wydał się strasznie tajemniczy..
-Zayn?-powiedziałam i spojrzałam na Niego badawczym wzrokiem
-Świetnie się dziś bawiłem..-podniósł wzrok
-Czy Ty się już ze mną żegnasz?-powiedziałam, robiąc smutną minkę
-Nie.. Nie to miałem na myśli.-zaśmiał się-Źle się wyraziłem.. Bawię się świetnie. Zawsze się z Tobą świetnie bawiłem.. I nic tego nie zmieni. Dziękuję Ci, Natty. Za wszystko.
-Zayn..-skrzywiłam głowę, czy On chce doprowadzić mnie do łez?
-..ale muszę Ci coś wyznać.-dokończył
-Tak?-zaczęłam się obawiać
-Święta się skończyły.. A ja...My.. musimy wracać do pracy. Ja z chłopakami.-słyszałam jak głośno przełyka ślinę-Nie będziemy już mieli przerwy.. Podróżujemy do końca trasy. Nasze dobre dni się skończyły.. Mamy tak zawalony grafik, że się obawiam, czy znajdziemy chociaż dzień na odpoczynek..-tłumaczył-Może w podróży odpoczniemy, chociaż dla mnie jest to bardziej katorga niż odpoczynek.. Zmierzając do punktu kulminacyjnego.. Dziś jest jeszcze dziś, ale jutro.. jest jutro. Na prawdę nie chciałbym stracić wszystkiego co odbudowałem.-wpadł w słowotok
-Zayn..-przerwałam mu-Kiedy wyjeżdżacie?
-Jutro.-odpowiedział-W samo południe.-pocierał moje knykcie
-Szybko..-wzięłam głęboki oddech-Myślałam... że będziemy mieli choć odrobinę więcej czasu.. dla siebie.
-Rozumiem.. Gdybym mógł.. Na prawdę.. Chciałbym Go tak samo jak Ty.-uśmiechnęłam się pokrzepiająco-Ale nic nie mogę z tym zrobić..
-Jaki kolejny przystanek?
-Irlandia.-dodał-Ale nie przerywaj mi, małpo..-zaśmiałam się-Mówię poważny monolog, a Ty cały czas nawijasz...
-Kochanie, to Ty nawijasz..-przyciągnął mnie do siebie
-A Ty się masz mnie słuchać.-trzymał mnie w ramionach i spoglądał w moje oczy-Podoba mi się to określenie.. Możesz mówić tak częściej.-dopiero teraz przetworzyłam w głowie poprzednie zdanie i to jak Go nazwałam, więc.. zarumieniłam się-Ale posłuchaj..
-Zayn..
-Zapytaliśmy Paul`a, czy możesz znów z Nami lecieć.. Zgodził się. Nie sprawiałaś ostatnio problemów. A ja.. chciałbym Cię mieć przy sobie.. To dość długi okres. A my co dopiero... To nasza pierwsza randka.
-Zayn... Ja..
-Wszystko zależy od Ciebie. To Twoja decyzja.
-Zayn..-zamurowało mnie.
Tego się kompletnie nie spodziewałam. Oczywiście, że chcę. Bez zastanowienia bym się zgodziła, ale muszę się zastanowić.. A to co przypomina mi rozum.. On proponuje podjąć inną decyzję.
-Chciałabym.. Tak bardzo. Ale nie mogę..-spojrzałam w Jego oczy, a łza spłynęła po moim policzku-Moja sytuacja mi na to nie pozwala...
-Jeśli chodzi o pieniądze to..
-Tu nie chodzi tylko o pieniądze..-powiedziałam-Nie mogę zostawić rodziny na tak długi okres... Mama mnie potrzebuje, Matt. Allison mnie potrzebuje. Obiecałam się Nią opiekować, a dobrze wiesz, że mnie potrzebuje.. Specjalnie wróciła tu... Muszę z Nią zostać.. Muszę zostać w domu. Przepraszam, Zayn.-skończyłam
-Rozumiem..-widziałam ból w Jego oczach, który także mi sprawiał ból, przez co łzy leciały coraz szybciej-Byłem przygotowany na taką odpowiedź, ale jednak tlił się we mnie ten płomyk nadziei..
-Proszę.. wybacz.-w odpowiedzi mnie pocałował
-Te parę miesięcy.. Chciałbym, żebyśmy rozmawiali. Ale.. Jeśli cokolwiek się zmieni.. Przez ten czas, co mnie nie będzie.. Mów mi wszystko na bieżąco. Może kogoś poznasz...
-Zayn..-pokręciłam głową, słysząc bzdury, które plecie...
Dla mnie było to niemożliwe.
-Tak szybko wszystko może się zmienić.. Wystarczy spojrzeć na Nas.. I na to co było miesiąc temu. Nawet nie.. Tydzień. A to jest więcej niż miesiąc, więcej niż dwa miesiące.. Chciałbym, żebyś wiedziała, że zrozumiem...
-Zayn.. Dla mnie nie liczy się nikt poza Tobą.-przerwałam mu kolejny raz-Spójrz tylko, ile na to czekałam.. Na Ciebie. Nie kilka miesięcy.. Parę lat. I myślisz, że w miesiąc się wszystko zmieni? Po tym co jest teraz? Po tym co czuję? Po tym, że wiem, że mam dla kogo istnieć? Poczekam... Zawsze będę na Ciebie czekać. Zawsze i jeszcze dłużej...
-Kocham Cię!-położył dłonie na moich policzkach i wyznał.. swoje uczucia
-To mi wystarczy, żeby wiedzieć, że mam po co czekać..-uśmiechnęłam się przez łzy-Ja też Ciebie kocham.-dopowiedziałam i złożyłam na Jego ustach delikatny, lecz obiecujący pocałunek.
Uśmiechnął się, lecz mina mu zrzedła, gdy zauważył czarny jeep podjeżdżający pod park.
-Musimy się zmywać..
-Paparazzi? O tej godzinie?-zdziwiłam się
-Oni pracują 24h na dobę.. I są niezniszczalni. Co sekundę szukają nowych tematów artykułów i skandali.-wyznał i pociągnął mnie za rękę-Zgubiłem ich, gdy wyjechaliśmy spod restauracji, lecz już nas znaleźli.-wsiadłam do samochodu w ciszy, a Zayn odjechał.
Byłam zaskoczona, gdyż nawet nie zauważyłam, że byli oni obecni pod restauracją.
-Nawet dziś mi chcą dzień zepsuć..
Położyłam dłoń na Jego kolanie, przez co się rozluźnił.
-Jego się już nie da zepsuć.-uśmiechnęłam się szeroko, a Zayn mi dorównał.

-Gdzie teraz jedziemy?-zapytałam, gdy znów udało się nam zgubić czarny wóz
-Już późno..-powiedział-Obiecałem odstawić Cię o rozsądnej porze.
-Obiecałeś się mną opiekować.-dodałam
-To też.-zaśmiał się-I chyba mi wyszło.
-Nie przeceniaj się, Malik.-wyszczerzyłam zęby-Chcę z Tobą spędzić jak najwięcej czasu.. Nie chcę wracać do domu.
-Niebawem nastąpi północ.
-Ale ja nie jestem Kopciuszkiem...-rzekłam z uśmiechem
-Nie mam pojęcia co mogę Ci zaoferować o tej godzinie...
-Może po prostu pojedźmy do Ciebie?-zwrócił na mnie wzrok
-A chłopaki?
-Jest późno, jutro wyjeżdżacie.. Jest szansa, że już śpią.-dodałam z uśmiechem-Nie będą nam przeszkadzać.
-Czy chcesz się wprosić do mojego łóżka?-powiedział przez śmiech
-Zauważyłam, że jest duże... Ciekawe jak się tam śpi.-zachichotałam-A co? Nie chcesz mnie?
-Masz szczęście, że nie lubię spać sam.-zerknął na mnie kątem oka, a ja przygryzłam wargę i z zawstydzenia odwróciłam głowę.
Wyjęłam telefon i napisałam do mamy, że dziś na noc nie wrócę i ma się nie martwić.

-Ciii...-uciszył mnie Zayn, gdy chichotałam z Niego jak nie potrafił otworzyć drzwi wejściowych do swego domu.
Gdy w końcu mu się udało, zrobił głęboki wdech i wydech oraz zaprosił mnie do środka.
Wciąż chichotałam.
-Zachowujesz się jakbyś była pijana.-zmarszczył brwi i rozebrał się, tak jak ja
-Może po prostu w ten sposób okazuję szczęście?-przytulił mnie i pocałował
-Ciiiiicho, bo wszystkich w domu pobudzisz.-uśmiechał się
-No proszę, proszę, ta, która nie całuje się na pierwszych randkach.-wystraszyłam się na słowa Mel.
Siedziała z Horan'em na kanapie i głupio się śmiała.
-To nie jest nasza pierwsza randka... Pierwsza była w Paryżu.-przyznał Zayn
-A wy co w ciemności siedzicie i straszycie ludzi?-zapytałam z wyrzutem
-Czekamy na Malik'a.-odpowiedział mi Niall-Ale tego się nie spodziewaliśmy.
Zarumieniłam się jak burak i pociągnąłem Zayn'a za rękę do Jego pokoju.
-Randka się chyba udała.-słyszałam jeszcze jak Horan rozmawia z Melanie.

-I co będziemy teraz robić?-Zayn rozebrał marynarkę i rozpiął koszulę, ja usiadłam na łóżku
-Czekam na propozycje.-uśmiechnęłam się, a ten przygryzł wargę i szybko znalazł się przy mnie, całując mnie i sprowadzając do pozycji leżącej
-Ja mogę rzucić bardzo typową propozycją..-wyszeptał prosto w moje usta
-Więc może na początek...-zaczęłam-Dasz mi jakieś ciuszki, żebym mogła się przebrać z tej ciasnej sukieneczki..-wyszczerzył się i zszedł ze mnie
-Mało kusząca propozycja, skarbie. Wyglądasz w Niej bardzo seksownie...-oparł się o szafę i przemierzył mnie okiem
-Przestań mnie już peszyć..-powiedziałam szczerze i usiadłam z powrotem na łóżku.
Dałabym mu mistrza w zawstydzaniu mnie. Odwrócił się uśmiechnięty od ucha do ucha, a ja wywróciłam oczami. Wyjął z szafy podkoszulek i dresy, rzucił Nimi we mnie. Zabrałam Je i momentalnie znalazłam się w łazience, gdzie spokojnie mogłam się przebrać. Troszkę przemyłam twarz, potem przejrzałam się w lustrze. Ubrania wisiały na mnie jak worek, uśmiechnęłam się mimowolnie. Zaciągnęłam się ich zapachem.. Tak bardzo pachniały Nim.
Ciągle nie wierzyłam w to co się dzieje.. To było jak gwiazdka z nieba. Wymarzony prezent.
Spełnienie marzeń.
-Co Ty taka uśmiechnięta?-zapytał Malik, gdy wyszłam z łazienki
-Po prostu szczęśliwa.-odpowiedziałam i weszłam do łóżka, w którym On już leżał.
Wtuliłam się w Jego tors, a on przykrył Nas wspólną kołderką. Uśmiechnęłam się.
-Zobaczymy jakiś film?-zapytałam
-Z Tobą, kochanie, wszystko!-odpowiedział.
A ja takim oto przyjemnym akcentem zakończyłam ten najpiękniejszy dzień w życiu!



***
Kochani!
Przepraszam... Myślałam, że na prawdę dam radę wcześniej... ale przeszłam samą siebie! 
AH! Nie zdążyłam.. A chciałam dodać w prezencie na święta, potem na Nowy Rok.. i dupa.
Ale z okazji, że święta się już skończyły, to złożę Wam życzenia na ten Nowy Rok!
Wszystkiego najlepszego w 2017, dziubeczki! Żeby był jeszcze lepszy niż zeszły, żeby marzenia się Wam pospełniały i jak najwięcej zdrowia, bo tego nigdy za mało! 

Co do rozdziału... Ah, rzygam tęczą kurcze! Nie mam pojęcia, czy potrafię pisać o takiej miłości hahaha. Musicie mnie powiadomić <3 

Postaram się kolejny szybciej, bo ferie mam za tydzień!
Udanych ferii wszystkim życzę już teraz, gdyż każdy rozpoczyna inaczej! 

KOMENTARZE MOTYWUJĄ, KOCHANI! 
PAMIĘTAJCIE!!!